"Harley mój, to jest to, kocham go"

Ileż razy twardziele po przejściach ratowali świat? Chyba nie sposób tego zliczyć! Od razu przychodzi mi na myśl scena z „Armageddonu”, w której ekipa wyrzutków pod wodzą Harry'ego Stampera, granego przez niezapomnianego Bruce'a Willisa, kroczy w kierunku rakiety kosmicznej, żeby podjąć się arcytrudnej misji wysadzenia mknącej w kierunku Ziemi asteroidy. Podobny motyw został przez literaturę i Hollywood wyeksploatowany do granic możliwości. Nie zdziwcie się więc, jeśli w trakcie czytania wydanej w 1969 roku „Alei potępienia” przed oczami będą przelatywać wam sceny z najróżniejszych filmów i książek.

Świat po wojnie nuklearnej. Niedobitki ludzkości nękane są przez promieniowanie, zmutowane stwory, burze o przerażającej sile oraz epidemie. Legendarna Route 66, tak pięknie sportretowana przez Steinbecka, teraz zmienia się w szlak pełen krwiożerczych, monstrualnych istot. To jedno z miejsc, gdzie diabeł mówi nie tylko dobranoc, ale i dzień dobry. Nic dziwnego, iż jedyną osobą zdolną podjąć się misji przebycia powyższej trasy okazuje się Czort Tanner, cudem ocalały członek gangu motocyklowego. Żeby zrehabilitować się za wcześniejsze zbrodnie, musi dostarczyć szczepionkę do ogarniętego epidemią Bostonu.

Wartka akcja sprawia, że książkę można bez problemu pochłonąć w jeden wieczór. Roger Zelazny nie stawia bowiem na pogłębione portrety psychologiczne swoich bohaterów, nie spodziewajcie się więc, że będą oni snuć wielogodzinne dysputy na temat sensu istnienia. Tutaj liczy się wyścig z czasem oraz konieczność wypełnienia misji. Niech was nie zdziwi, że bohater parający się uprzednio handlem ludźmi, bez skrupułów mordujący oraz gwałcący kobiety, przeistacza się z biegiem czasu w sentymentalnego herosa pragnącego naprawić zrujnowaną Ziemię i uratować wszystkie spotkane na swej ścieżce niewiasty. Zaskoczeń nie będzie, lecz w ramach danej konwencji owe rozwiązania nie sprawią czytelnikowi dyskomfortu.

Może Czort Tanner pozostaje, by zacytować słowa Goethego, „częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni”? W takim wypadku nie dziwiłby diabelski rodowód jego imienia. Postapokaliptyczny szatan miłuje swojego Harleya niczym najdroższą kochankę oraz jedzie na motorze tam, dokąd nie dotrą opancerzone pojazdy, uzbrojone w miotacze ognia i wyrzutnie rakiet. Zuch jakich mało!

Czy bez książki Zelaznego powstałyby takie filmy, jak „Mad Max”, bądź seria „Metro”? Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, jednak literatura science fiction zawdzięcza amerykańskiemu pisarzowi ów niepowtarzalny, duszny klimat grozy wypełniający po brzegi świat, w którym liczy się jedynie przetrwanie kolejnego dnia. W tym uniwersum nie ma czasu na opłakiwanie poległych, zaś trup ściele się gęsto. Zresztą czy gatunek, który zniszczył całą planetę, zasługuje na współczucie?

Całe szczęście stworzeni przez amerykańskiego pisarza bohaterowie odznaczają się swoistym, chociaż czarnym niczym smoła poczuciem humoru. Przed kolejną akcją marzą więc o wypaleniu papierosa, który może okazać się ich ostatnim szlugiem, bądź wychyleniu szklanki piwa. Tanner w przeprowadzonej z prezydentem Salt Lake City rozmowie stwierdza natomiast ironicznie: „Teraz mam małe ranczo z zaledwie kilkuosobową służbą i przez większość czasu słucham muzyki poważnej lub czytam traktaty filozoficzne. Czasami piszę wiersze”.

Odnoszę wrażenie, iż „Aleja potępienia” nie do końca przetrwała próbę czasu. Jej lektura sprawi w dalszym ciągu mnóstwo przyjemności fanom literatury postapokaliptycznej, jednak pewne rozwiązania fabularne, szczególnie zagrożenie ze strony przerośniętych i zmutowanych form życia, to motywy mocno wysłużone, mało zaskakujące. Po raz kolejny potwierdzają się słowa Stanisława Lema, iż najbardziej przerażające motywy grozy to te zaserwowane w mniej dosłowny, bardziej finezyjny sposób. U Zelaznego wielu subtelności nie odnajdziemy, jednak nastrój lepki od strachu i przerażenia oraz zagłębianie się w rzeczywistość ludzi pozbawionych nadziei sprawiają, że powieść bez wątpienia zaliczymy do klasyki gatunku.

Czy książkę wam, drodzy czytelnicy, polecam? Czort wie. Oczywiście, czytajcie!

Wydawnictwo Rebis
Seria: Wehikuł czasu
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Data wydania: 28 maja 2019
Liczba stron: 200
Recenzja ukazała się na stronie Lubimy Czytać.

Komentarze