Przygody w świecie przyrody

Czy kojarzycie Davida Attenborough? Jeśli kochacie programy przyrodnicze, jego nazwisko powinno być wam doskonale znane. Ten sławny biolog i pracownik stacji telewizyjnej BBC od siedmiu dekad popularyzuje wiedzę na temat egzotycznych roślin i zwierząt w serii filmów „Zoo Quest” czy najnowszym programie „Planeta Ziemia II”. Za zasługi otrzymał od królowej Elżbiety II tytuł szlachecki, został również odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego i brytyjskim Orderem Zasługi oraz uhonorowany Nagrodą Lowella Thomasa.

„Przygody młodego przyrodnika” są zapisem wspomnień z trzech egzotycznych wypraw młodego badacza i jego towarzyszy. Tym, co od pierwszych stron rzuca się w oczy, jest niezwykły, dziecięcy wręcz entuzjazm owego miłośnika przyrody. Zdawać by się mogło, iż dobry humor nie opuszcza brytyjskiego przyrodnika, a autor z niezwykłą łatwością zaraża nim czytelnika. Któż w dzieciństwie nie marzył o dalekich podróżach? Opisane w książce przygody to ucieleśnienie młodzieńczych pragnień. Oczywiście wiele tu perypetii związanych z wszechobecną biurokracją czy nieporozumieniami z niektórymi tubylcami, jednak ostatecznie młody badacz podchodzi do owych problemów z uśmiechem na ustach. Jeśli zatem pragniecie wyruszyć na wyprawę w poszukiwaniu leniwców, manatów czy warana z Komodo, koniecznie sięgnijcie po tę książkę!

David Attenborough posiada niezwykły dar snucia barwnych historii. Dzięki jego opowieściom czujemy się tak, jakbyśmy razem z nim przemierzali paragwajskie lasy bądź próbowali dostać się na wyspę Komodo. Autor ubarwia przy tym swe opowiastki zabawnymi anegdotami, takimi jak komiczny zbieg okoliczności podczas poszukiwań pancernika, którego nazwa tatu w miejscowym języku oznaczała zarówno opancerzone zwierzę, jak i „niezbyt grzeczne określenie oznaczające… młodą damę pewnego pokroju”. Śmieszyły mnie bardzo historie o oswojonych kapibarach, odbywających swe kąpiele wyłącznie w towarzystwie zaprzyjaźnionych z nimi dzieci, oraz próby dogadania się z mieszkańcami wielokrotnie obiecującymi pokazać badaczom zwierzęta, o jakich w istocie nie mieli pojęcia.

Publikacja wzbogacona została licznymi czarno-białymi fotografiami, doskonale oddającymi klimat czasów minionych. Ze zdjęć spoglądają na nas pogodne twarze młodych badaczy, którym towarzyszą miejscowe zwierzęta. Opowieść Davida Attenborough przeistacza się tym samym w romantyczną historię o dawnej epoce, kiedy wyprawy w odległe zakątki Ziemi miały swój niepowtarzalny, nieco awanturniczy klimat, a misje badawcze – idealistyczny wymiar.

Przyznam jednak, iż momentami towarzyszyły mi wątpliwości, czy zabieranie zwierząt z ich rodzimego środowiska i umieszczanie w ogrodach zoologicznych to działania moralnie słusznie. Gdy czytałam jednak o tym, z jaką troskliwością badacze traktowali orangutana Charliego bądź karmili niedźwiadka Benjamina, mój sceptycyzm momentalnie się rozwiewał. Być może ich działania to jedyna droga, żeby ochronić zagrożone wyginięciem gatunki.

Niewiele książek potrafi tak dobrze wpłynąć na poprawę nastroju czytelnika. Od razu przyszła mi na myśl biografia „Pan raczy żartować, panie Feynman!”, którą również czytałam z uśmiechem na ustach. Zaznaczę jednak, iż osoby postrzegające amerykańskiego fizyka jako osobę zbyt pewną siebie na pewno nie odniosą podobnego wrażenia wobec Davida Attenborough. Brytyjski przyrodnik ma w sobie mnóstwo pokory wobec cudów przyrody i potrafi niezwykle umiejętnie zarazić swoją pasją czytelnika. Jeśli szukacie lektury pozytywnie nastrajającej do świata, a jednocześnie wartościowej, to propozycja idealna dla was!

Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Adam Tuz
Data wydania: 4 września 2018
Liczba stron: 416
Recenzja ukazała się na stronie Lubimy Czytać.

Komentarze