Nadzieja dla świata

W tym tygodniu miałam okazję zajść do biblioteki, wypożyczyć kilka pozycji dla dziecka. Nie da się ukryć, że książki są u nas dobrem powszechnie dostępnym i stosunkowo tanim. Większość z nas może sobie pozwolić na ich kupno, szczególnie jeśli literatura to ich miłość i pasja. Trudno więc sobie wyobrazić, że nie tak daleko stąd, w ogarniętej wojną Syrii znajduje się miasto, którego mieszkańcy założyli potajemną bibliotekę, by doświadczać w jej zaciszu radości czytania. Jeszcze ciężej wyobrazić sobie, jak wiele wysiłku kosztowało tych ludzi skompletowanie cennego zbioru, ponieważ książki wydobywali ze zbombardowanych domostw z narażeniem własnego życia.

"Biblioteka w oblężonym mieście" pochłonęła mnie bez reszty, a jednak wzbudziła sporo bolesnych emocji. Wyjątkowo ciężko czyta się o niedoli, jakiej podczas wojny doświadczają najmłodsi. Dzieci, będące nieraz tak głodne, że ich nauczycielki wycinają obrazki jedzenia z książek, by nie sprawiać im przykrości: "Część podręczników zawierała wielkie zdjęcia owoców i warzyw, żeby pokazać uczniom, skąd biorą się składniki odżywcze (...). Nie chciałam, żeby dzieci oglądały takie ilustracje, to tylko wzbudziłoby niepotrzebne emocje. To byłoby nie w porządku wobec uczniów."

Cierpią jednak nie tylko dzieci. Ofiarami padają wszyscy cywile, zaś zbrodniczy reżim nie waha użyć bomb beczkowych czy broni chemicznej. Jak przetrwać w podobnym piekle? "Niektórzy próbują kontrolować strach drobnymi ćwiczeniami zajmującymi umysł, na przykład liczą wszystkie pociski, które usłyszeli w ciągu dnia. Inni zgadują, o której nad ich domem przeleci helikopter, jeszcze inni na podstawie dźwięku wydawanego przez silniki helikopterów szacują, kiedy spadną bomby. Każdy próbuje radzić sobie z tym koszmarem na swój sposób. Inaczej wszyscy byśmy oszaleli."

Czuć, że Mike Thomson mocno związał się z bohaterami swojego reportażu, gdyż z wielką empatią oddał ich nadzieje, lęki i smutki. Dzięki jego spojrzeniu rozumiemy doskonale, jak wielką rolę odgrywała w zrujnowanej Darajji niewielka, tajna biblioteka. Wielu rozmówców powtarzało, że lektura gromadzonych tam książek stanowiła pożywkę dla duszy, równie ważną co pokarm dla ciała. Dawała nadzieję, o którą tak trudno w zrujnowanym świecie.

"Biblioteka w oblężonym mieście" niesie również szersze przesłanie. Młodzi ludzie, z którymi rozmawia Mike Thomson, zdają sobie sprawę, że nie da odbudować się państwa bez nauki i wiedzy. Łatwo jest bowiem manipulować ludźmi, którym utrudni się dostęp do edukacji. Stają się oni łatwym łupem ekstremistów bądź bezwolnymi sługami reżimów. Warto to wziąć pod uwagę, nawet jeśli zdaje nam się, iż problem konfliktów zbrojnych toczących się w innych rejonach nas zupełnie nie dotyczy. Pokój okazuje się niekiedy kolosem na glinianych nogach.

Na koniec chciałabym zaznaczyć, iż książka Thomsona to nie tylko okrucieństwa wojny. Wręcz przeciwnie, przesłanie jego reportażu pozostaje zupełnie inne. Niesie nadzieję, wydobywając na światło dzienne to, co najlepsze w człowieku: umiłowanie wiedzy, pragnienie doskonalenia się, bycia lepszym. Tajna biblioteka to mała dziewczynka, która stoi na stosie czaszek i wyciąga drobną rączkę, wskazując napis "Hope". I być może dlatego książka zachodniego reportera jest tak przejmująca.


ZA EGZEMPLARZ RECENZENCKI SERDECZNIE DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU UNIWERSYSTETU JAGIELLOŃSKIEGO

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Seria: Mundus
Tłumaczenie: Andrzej Homańczyk
Data wydania: 5 październik 2020
Liczba stron: 288

Komentarze

Popularne posty